Najwyższy czas na herbatę.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Najwyższy czas na herbatę.

Pisanie by Anglia on 28/3/2014, 22:16

1. Nazwa państwa: Anglia, choć występuje jako reprezentant wyspiarskiego burdelu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.
I wcale nie dostrzega tego, że Szkocja najchętniej odłączyłby się od ich wspólnej wyspy i odpłynął w siną dal wraz ze swoimi owcami.

2. Imię i nazwisko: Arthur Kirkland

3. Data urodzenia: 23 kwietnia.
I tak naprawdę nikogo ten dzień nie obchodzi, a już najmniej interesuje on samego Arthura. Zacznijmy od tego, że w teorii upamiętnia ono patrona Anglii – świętego Jerzego. W praktyce już od jakiegoś czasu jest to święto ruchome.
Ha ha, prawda?
No dobrze, przynajmniej jego kościelny odpowiednik. A co z tym świeckim, kojarzonym przez wszystkich jako cudowny dzień państwowy? Widzicie… Do niedawna nikt o niego nie dbał. Poważnie. Jego popularność zaczęła wzrastać dopiero w tym wieku i, co warto zauważyć, nie jest nawet oficjalnie uznanym świętem państwowym. Nic więc dziwnego, że dla Anglii mogłoby równie dobrze nie istnieć. Arthur nie obchodzi urodzin i zazwyczaj traktuje je jak każdy inny dzień pracy. Wprawdzie zgodnie z tradycją powinien chociaż postarać się o różę włożoną w butonierkę, ale powiedzmy sobie szczerze – Arthur nienawidzi tego kwiatu.
Co nam to daje?
Nic. Jedno, wielkie, angielskie nic.
I żywot frajera.

4. Charakter: W stosunku do osób obcych i mało mu znanych zachowuje się uprzejmie. Kultura to słowo, które często sobie przypisuje i stara się żyć zgodnie z jej zasadami. Niestety nie zawsze mu wychodzi. Jeśli ktoś nie ma z nim bliższych relacji – trzyma się na dystans, zawsze czujny i ostrożny. Nie przywykł ufać swojemu otoczeniu i z wrodzonym cynizmem dostrzega w innych to, co najgorsze. Bywa szorstki, choć często wiąże się to z wymuszoną grzecznością, za którą potrafią kryć się nadszarpnięte nerwy. Woli trzymać je na wodzy, choć towarzystwo niektórych to uniemożliwia. Tym bardziej, że istnieje granica jego cierpliwości i przekroczenie jej nie wydaje się trudne. Jeśli ktoś go zirytuje, objawi się wtedy jego ironiczne i nieprzyjemne poczucie humoru oraz cięty dowcip. Jeśli ktoś go zdenerwuje… Wtedy obycie zostaje odstawione na drugi plan ustępując dość jawnie okazywanym emocjom, które potrafią przerodzić się w rękoczyny. Mówiąc w skrócie objawi się jego pięść. Ta sytuacja nie ma jednak miejsca tak często, jak kiedyś.
Poza tym jest tradycjonalistą, osobą przywiązaną do staromodnych wartości. Jego ekscentryczny sposób bycia często przysparza mu wrogów, ale Arthur nigdy nie zamierzał się z tego powodu zmienić. Uważa, że gotuje dobrze, nawet jeśli świat twierdzi inaczej. Bywa sentymentalny, ale stara się tego nie okazywać. W kwestii uczuć pozytywnych jest zaskakująco powściągliwy, a czasami wręcz wstydliwy. Wydaje się, że gest zwykłego, przyjaznego uścisku jest dla niego tabu nie do przekroczenia – na co wskazują wyraźnie zaczerwienione policzki. Nie potrafi mówić o uczuciach, jest to dla niego grząski grunt. Najprawdopodobniej winę za to ponosi jego dzieciństwo. Musiał się wtedy nauczyć ukrywać swoje słabości i otoczyć się twardą skorupą zobojętnienia, która pomogła mu przetrwać najtrudniejsze lata. Dodatkowo zdrady jakich doświadczył w przeszłości skutecznie uniemożliwiły mu otwarcie się przed kimś innym.
Wprawdzie wydaje się odpychający, szczególnie przez nieprzyjazny charakter i swoje humory, jednak jeśli przywiąże się do kogoś, już zawsze będzie się czuł odpowiedzialny za tą osobę. W rzeczywistości jest miły, ale stulecia ciężkiego życia sprawiły, że rzadko umie pokazać swoją lepszą stronę. Bardziej ludzka część charakteru potrafi współczuć, a nawet troszczyć się o kogoś, ale…
Czai się w nim także ten nieludzki pierwiastek państwa. Bezwzględnego, pozbawionego skrupułów, o moralności trudnej do zrozumienia dla zwykłego człowieka. Wprawdzie upadek jego zamorskiego imperium pogrzebał tę cząstkę bardzo głęboko po natłokiem zmartwień, znużenia i zwykłej rezygnacji, jednak nie oznacza to, że przestała istnieć. Nawet jeśli obecnie Arthur jest bardziej ustępliwy i w milczeniu obserwuje zmiany zachodzące na politycznej szachownicy, najczęściej opowiadając się po stronie byłej kolonii. Nie oznacza to jednak, że się poddał. Po prostu zmienił zasady gry, ale nadal doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co należy zrobić by z niej nie wypaść. A wszystkich tych reguł nauczyła go jego własna historia.
Och tak, Anglia może i potrafi wybaczyć, ale nigdy nie zapomina.

5. Wygląd: Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec, że ma się przed sobą byłe imperium. Anglia jest mężczyzną średniego wzrostu, który ledwie sięga sześciu stóp. Natura obdarzyła go raczej smukłą, szczupłą sylwetką, która nie imponuje, ale skrywa niemałą siłę. Po prostu mięśnie nie rysują się wyraźnie na ciele Arthura, ale nie oznacza to, że ich nie posiada. To, czego brakuje mu w wyglądzie, nadrabia sprawianym wrażeniem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie go słabym widząc wyprostowaną dumnie sylwetkę i czający się głęboko w zielonych oczach chłód. Anglia ma oczy imperium, stare, doświadczone i niebezpieczne, choć ostatnio pojawia się w nich także znużenie. Mimo to nadal potrafią obdarzyć kogoś ostrym spojrzeniem, które rzadko wróży coś dobrego. Ich jadowita barwa dobrze współgra z włosami – niesforną (czy może raczej nie poddającą się grzebieniu) gromadą jasnych, słomianych kosmyków, które uparcie sterczą w różnych kierunkach. Całość uzupełnia bardzo jasna karnacja, podatna na słońce, czerwieniąca się bez najmniejszego problemu i w irytujący sposób zdradzająca żywsze uczucia, kryjące się za kamienną maską. Ostatnim elementem są brwi.
Które są ładne, a reszta świata się nie zna.
Postarzają go, dzięki czemu wygląda na dwadzieścia trzy lata, bo w rzeczywistości rysy twarzy ma młodsze i łagodniejsze. Ubiór jest w tym zestawieniu kwestią mało frapującą. Zawsze idealnie dopasowany do okazji i elegancki. Garnitur to podstawa, choć po domu zakłada mało gustowne sweterki zupełnie jak twojej babci.
Francja płacze cicho w kącie.

6. Relacje z innymi państwami:
Jeśli rzeczywiście chcielibyśmy omówić dokładnie relację Anglii z każdym kraje, z jakim te relacje istnieją na nieco głębszej płaszczyźnie. Cóż, musielibyście wyjść teraz do kuchni, znaleźć największy garnek, zagotować w nim wodę, zaparzyć herbatę i rozsiąść się wygodnie, wycinając sobie dzień albo dwa z życia. Dlatego najlepiej będzie wprowadzić następującą zasadę – opisać najważniejsze relacje, a resztę dołączać wraz z pojawianiem się kolejnych, mniej istotnych w sieci zależności wielkiego imperium państw.
Tak naprawdę jestem leniem.
Większość osób go nienawidzi. Koniec. A tak na poważnie…

Rodzeństwo – Szkocja, Irlandia, Irlandia Północna, Walia. Właściwie to rodzeństwo przyszywane czyli banda dzikusów Celtów i jeden Germanin. Trudno więc oczekiwać w tych relacjach czegokolwiek dobrego. Anglia żelazną ręką stara się utrzymać pozostałe kraje pod sobą. Wychodzi mu to... Cóż, przykład Irlandii pokazuje, że różnie. Mimo to Arthur się nie poddaje. Jeśli rodzeństwo czegokolwiek go w życiu nauczyło to właśnie upartości i bezwzględności. No i braku sentymentów rodzinnych. To przede wszystkim. Mimo wszystko dba o nich na swój pokrętny sposób. W końcu to on zainicjował odradzanie się tożsamości Walijczyków. Po prostu nie przyzna tego głośno, ale rodzica to rodzina. Nawet tak wkur- Zachodząca za skórę.

Ameryka – To skomplikowana sprawa. Po pierwsze – przeszłość. Po drugie – teraźniejszość. Anglia nadal pamięta dawne czasy gdy Alfred był jego małą, kochaną kolonią. Oczywiście już od dawna starał się zdusić w sobie wspomnienia, ale nigdy nie potrafił do końca wyzbyć się tego dziwnego przywiązania, które poważnie nadszarpnęła wojna o niepodległość. Później ich relacje układały się różnie, ale arogancka postawa Ameryki w czasie Drugiej Wojny Światowej też nie naprawiała wyrządzonego obustronnie zła. Mieszają się w nim sprzeczne uczucia. Złość, irytacja, nienawiść nawet, a przy tym wszystkim zwyczajna, ludzka troska. Jego relacje z Ameryką są idealnym przykładem mieszania się wartości kraju i człowieka, które znajdują się w personifikacji i Anglia nie potrafi ich pogodzić. W obecnej polityce zagranicznej zawsze bierze stronę Alfreda, ale ile w tym jego własnej opinii, a ile opinii jego rządu – to już przemilczmy. Oczywiście, że zależy mu na Alfredzie, ale czasami tak trudno przyznać to głośno.

Argentyna – To jeden z tych krajów, które żywi urazę do Arthura. I to bardzo mocną i jak najbardziej współczesną. W towarzystwie Anglik stara się go po prostu ignorować, ale czasami nawet mu puszczą nerwy. Argentyna nie może pogodzić się z tym, że Anglia w zdecydowany sposób pokazał mu, gdzie jest jego miejsce. Atak na Falklandy, jego Falklandy był głupotą ze strony Hernándeza i powinien liczyć się z konsekwencjami. Tak, Arthur ma go na oku i nie zamierza puścić mu płazem kolejnych, podobnych ekscesów. A spalenia Buenos Aires nie żałuje. Wojna, to wojna, prawda? Niektórzy powinni się tego wreszcie nauczyć.

Chiny – Wredne, małe coś, co najwyraźniej wojny opiumowe będzie pamiętać mu aż po kres ich dni. Anglia nie traktuje go poważnie, raczej z przymrużeniem oka i nie interesował się tym, co miało miejsce u Yao w XX wieku. Wprawdzie szanuje jego wiek i doświadczenie, jednak uważa, że Yao ma tendencję do patrzenia na innych z góry, co działa Anglii na nerwy. Mimo to potrafi być powściągliwy w jego towarzystwie. W końcu ich kontakty oraz handel działa korzystnie dla obu stron układu, a przecież o to właśnie chodzi.

Dania – Typ bardziej pamiętliwy, niż sam Anglia. Wyspiarskie państwo już dawno zdążyło zapomnieć o erze wikingów (mającej, bagatela, miejsce ponad tysiąc lat wcześniej), ale najwyraźniej Dania to typ przegranego, który będzie mu miał za złe swoją porażkę aż do końca swoich dni. Jest to jeden z głównych powodów, dla którego Arthur woli unikać jego towarzystwa i zachowuje się chłodno wobec Matthiasa.

Falklandy – Córka. I to jedna z tych nielicznych, które nadal są pod jego władaniem. Czy tam opieką, to drugie ładniej brzmi. Wprawdzie nie od razu uznał ją za swoja podopieczną, jednak jak zawsze wiedział, kiedy należy wkroczyć do akcji. I nabić sobie kolejnego wroga. Z powodu odległości trudno utrzymywać im kontakt, jednak po ostatnich wyprawach krajoznawczych Argentyny, Anglia zaczął przykładać większą uwagę do jej sytuacji, co zaowocowało częstszymi spotkaniami. Oczywiście Arthur kocha ją na swój sposób, tak jak każdą ze swoich kolonii (a przynajmniej te, które potem nie strzeliły mu w głowę) i uważa za punkt honoru chronić ją przed Argentyną wszelkim złem i zakusami innych nacji.  

Francja – Specyficzny rodzaj nienawiści, która niebezpiecznie blisko oscyluje „przyjaźni”. Nawet jeśli tym ostatnim słowem trudno określić ich relacje. Historia tych dwóch krajów od zawsze była ze sobą spleciona, z różnymi skutkami dla obu stron. Starzy wrogowie, którzy przy lampce wina mogą rozprawiać o dawnych czasach. O ile nie pobiją się w następnej chwili. Choć Anglia nie potrafi tego głośno przyznać, gdyby Francis zniknął pewnego pięknego dnia, poczułby się naprawdę dziwnie. W ich wypadku powiedzenie „przyjaciół trzymają blisko, a wrogów jeszcze bliżej” sprawdza się zaskakująco dobrze. Zresztą… Ostatnio raczej nie mają gorszych relacji, a że przytyki towarzyszą każdej ich rozmowie? Cóż, to prawie jak tradycja.

Hiszpania – Kiedyś zażarci wrogowie na morzach, rywalizujący o władze nad światem. Dziś emeryci po przejściach. Dziś już nieco spokojniejsze kraje, które jednak nadal pamiętają o starej rywalizacji. A także o kilku innych sprawach *odkaszluje* Gibraltar *odkaszluje*. Może mogłoby być lepiej, ale trudno wierzyć w to, że któryś z nich potrafi odrzucić za siebie przeszłość. Na pewno nie Anglia, który już i tak przywykł, że pół świata najchętniej by go zabiła.

Holandia – Trudno nazwać ich relacje pozytywnymi. Po prostu są i akceptują się nawzajem. Anglia szanuje Holandię za jego spokój, opanowanie i smykałkę do interesów. Wydaje mu się jednym z bardziej rozsądnych w Europie, a że to rzadkość – docenia ten element jego charakteru. Czasami potrafią zamienić kilka słów i zostawić historię za sobą. Zresztą i ona nie obfitowała w jakieś szczególnie dramatyczne wydarzenia. Na szczęście. Im mniej osób po numerek w kolejce do obicia mu twarzy, tym dla Anglii lepiej.

Hong Kong – Jeszcze do niedawna był fragmentem jego imperium. Nie dalej jak kilkanaście lat temu Anglia zwrócił go Chinom, ale zagwarantował też swojemu byłemu podopiecznemu pewną niezależność. Oczywiście to po nim Wang ma brwi. Wprawdzie Arthur uważa Hong Kong za specyficzną (żeby nie powiedzieć dziwną) osobę, jednak naprawdę go ceni. Zresztą, kiedy jeszcze ten był pod jego opieką, często zabierał go ze sobą na spotkania i pozwalał Wangowi dotrzymywać mu towarzystwa. Kolejny (nieliczny) przykład, że jednak z Anglią da się współżyć i nie próbować go przy tym zabić.

Japonia – Typ, z którym Anglia dogaduje się zaskakująco dobrze. Spokojna i cicha natura Japończyka idealnie współgra z kojeniem nerwów Arthura. Zmęczony kłótnią z europejskimi państwami, chętnie odwiedza Kiku chociażby po to, by napić się herbaty i odpocząć. Ułożony i uprzejmy charakter Japonii jest mu jak najbardziej na rękę, poza tym mają trochę wspólnych tematów i choć w trakcie Drugiej Wojny Światowej stanęli po przeciwległych stronach barykady, Anglia wciąż uznaje Japonię za coś w rodzaju przyjaciela.

Kanada – Wbrew wszelkim wątpliwością Anglia o Kanadę naprawdę się troszczy. Że zdarza mu się go nie zauważyć, pomylić czy przeoczyć – bywa. Ma swoje lata, prawda? Że nie dobre wytłumaczenie? Oj tam, oj tam. Kanada w końcu pozostał mu wierny i Arthur o tym nie zapomina. Tak naprawdę i o samym Kanadzie doskonale pamięta tylko... Cóż, widok młodego dominium prowokuje te mniej przyjemnie wspomnienia Anglii. Są zbyt podobni... Zbyt podobni...

Luksemburg – O dziwo jest to jedna z tych nielicznych pozytywnych relacji. Może nie znają się blisko i nie rozmawiają ze sobą często, ale Anglia pozwolił uchodźcom z jego państwa znaleźć u siebie chwilowe schronienie aż do końca wojny. Arthur do Xaviera odnosi się uprzejmie i nawet z pewną dozą skrupulatnie odmierzanej sympatii, w końcu naprawdę ceni sobie te nieliczne wyjątki, które nie próbują poderżnąć mu gardła.

Meksyk – 1938. Ropa. Wprawdzie nie wiem o co chodzi, ale koniec notatki.

Niemcy – Cóż. Niegdyś Anglia go szanował, ale potem Ludwig wykorzystał jego zaufanie i rozpętał Drugą Wojnę Światową. Arthur chciałby móc powiedzieć, że wybaczył Niemcowi, jednak byłoby to pewnego rodzaju nadużycie z jego strony. Oczywiście nadal docenia jest zalety, zorganizowanie i umiejętność opanowania nawet największego chaosu, jednak sposób, w jaki Arthur potraktował Ludwiga po wojnie sprawił, że ten raczej nie zapała do niego sympatią. A w takich sytuacjach Anglia nie ma wyboru, nawet jeśli trochę żałuje swoich decyzji – mleko się rozlało. Zresztą. Jeden kraj nie lubiący go mniej czy więcej nie robi mu większej różnicy.

Norwegia – Łączy ich magia i to chyba wszystko wyjaśnia. Ponadto obaj poszczycić się moją magicznymi stworzeniami, z tą różnicą, że tych Arthura nikt nie widzi. Oprócz Askela rzecz jasna, co już samo w sobie o czymś świadczy. Obaj szanują się nawzajem i potrafią zrozumieć w tych kwestiach, które dla innych wydają się głupotą lub fikcją. Arthur ceni sobie tę znajomość, chociaż nie rozmawiają ze sobą zbyt dużo.  

Nowa Zelandia – Jest czymś w rodzaju syna Arthura. Była kolonia, która wyrosła na młode, przyzwoite państwo, bardzo dobrze dogadujące się z Anglią. Podzielają wspólną pasję do fantastyki i zamiłowanie do twórczości takich klasyków, jak chociażby Tolkien. Anglia naprawdę lubi Oliviera, uważa go za spokojny i stały element, który idealnie równoważy hiperaktywnego Australię. Wprawdzie kiedy jeszcze był pod jego opieką, nie spotykali się zbyt często z powodu odległości, jednak Nowa Zelandia raczej nie ma o to do Anglii żalu. I bardzo dobrze, Arthur zdecydowanie ceni sobie fakt, że między nimi wszystko układa się jak najlepiej.

Pakistan – A oto przykład byłej kolonii, która najchętniej by go zabiła. Bliski Wschód nigdy nie doceniał pomocy Anglii, którzy przecież pozwolił się rozwinąć muzułmańskim państwom. No bo po co dziękować, prawda? A to, że przy okazji potrafił terroryzować miejscową ludność i tłamsić bunt w zarodkach? Oj tam, oj tam. Zdarza się.

Portugalia – Prawdziwy przyjaciel. Prawdziwy, najdłuższy, w pewien sposób jedyny. Nie ma tu śladu nienawiści, złości czy złośliwości. Czysty sojusz i współpraca od zarania dziejów, a konkretniej XI wieku. Wprawdzie w słowniku Anglii przyjaźń ma nieco inne znaczenie niż normalnie, nie ulega jednak wątpliwości, że szanuje Tiago i istnieje między nimi nić nie wypowiedzianego na głos porozumienia oraz sympatii. To trochę inna relacja niż ta, którą Arthur dzieli z byłymi koloniami. Łączy ich coś zupełnie innego i może właśnie dlatego jest takie specyficzne oraz cenne. Anglia jest gotowy pomóc Portugalii, jeśli przyjdzie taka potrzeba, a sam Portugalia nie szczędzi pomocy Anglii, czego dowodem było chociaż udostępnianie własnych baz na Azorach podczas konfliktu z Argentyną.

Rosja - Anglia już od dawna wiedział, że Rosja jest niebezpieczny. I to na długo przed tym, jak wzrósł europejski moloch. Ach te HC z opowiadań. Teraz tylko upewnił się w swoich przypuszczeniach. Iwan to niebezpiecznych gracz, którego należy traktować z należytą ostrożnością. Arthura zawsze przebiega dreszcz, gdy musi z nim rozmawiać i nie robi tego chętnie. Kontakty z byłym czołowym komunistą świata najchętniej ograniczyłby do minimum, gdyby było to tylko możliwe. Stara się zapewnić Europie pokój, dlatego idzie mu na ustępstwa, ale nie czai się w tych działaniach nawet cień sympatii.

Singapur – Jedna z tych kolonii, które zrozumiały, że nie trzeba walczyć by uzyskać niepodległość. Rozejście w pokojowych relacjach opłaciło się obu stronom; pozostają dobrymi partnerami handlowymi. Zresztą Singapur nigdy nie sprawiała Arthurowi problemów i zawsze potrafili się dogadać, dzięki temu nawet w obecnych czasach mogą spotkać się na herbacie i spokojnie porozmawiać. Jest jedną z nielicznych osób, które Arthur naprawdę lubi i które potrafią zobaczyć szczery uśmiech na jego twarzy.

Tajlandia – Ten jeden element półwyspu południowo-chińskiego, którego nie udało się skolonizować ani jemu, ani Francisowi. Nic do niego nie ma i to chyba z wzajemnością. Chociaż dlatego warto go tutaj wymienić.

Watykan – Nie lubią się. I to przez głupotę, bo Henrykowi zachciało się wziąć do łóżka inną kobietę. Co na to sam Anglia? Henryka nie lubił, na Annę patrzył nieprzychylnie. Ale co się stało to się nie odstanie. Zresztą… Nie, żeby mu przeszkadzał taki stan rzeczy. Wręcz przeciwnie, już wtedy uważał, że brak zależności od Stolicy Apostolskiej jest mu jak najbardziej na rękę. Z biegiem lat nie zmienił zdania. Franchettiego traktuje z nieskrywaną kpiną, gdy ten zaczyna mu coś wypominać. Nie widzi w nim niczego – rywala, potęgi, zagrożenia. Ot głośny nikt. Tym lepiej, że nie musi się nim już przejmować.

Wyspy Cooka – Jego była kolonia. I to jedna z tych, która nie odłączyła się mniej lub bardziej gwałtownie. Nie, Anglia zajęty problemami bliżej Wysp Brytyjskich, wolał powierzyć ją Olivierowi, by to ten sprawował na nią piecze. Nie żałuje decyzji, choć czasami ma trudności z rozpoznaniem Eve, za co odpowiada głównie fakt odległości i czasu, który minął od dni, kiedy się nią opiekował. Mimo to jest dla niej wujkiem i traktuje ją miło o ile nie jest zajęty. W końcu potrafi się odwdzięczyć tym, którzy nie wbili mu noża w plecy.

Korea Północna – Mam ładne brwi. Spieprzaj.

Więcej was matka nie miała?
Chyba do wszystkich się odniosłem.
Umrzyjcie.

7. Dodatkowe informacje:
Prywatnie Arthur jest pasjonatem historii i posiada w domu pokaźną bibliotekę pełną książek. Obowiązkowymi pozycjami na jego półkach są dzieła Szekspira, ale nie ogranicza się wyłącznie do znajomości angielskiej literatury. Wśród jego hobby wymienić można ogrodnictwo, przy czym podkreślić trzeba fakt, że Arthur nie ma dobrych skojarzeń z różami.
I nie, wbrew pozorom nie chodzi o Francję, a o wojnę domową. Krwawy, wyniszczający go od środka konflikt, który niechybnie budzi skojarzenia właśnie z tym kwiatem.
Ponadto na przekór całego świata, Anglia bardzo ceni sobie przebywanie w kuchni i wypróbowywanie nowych przepisów. Że wychodzą z tego czarne, urokliwe węgielki nie trzeba pisać, jednak blondyn nie zraża się tak łatwo. Już od kilku stuleci.
Warto nadmienić, że i owszem, Arthur przechodził fazę punka i choć nie do końca lubi chwalić się tym przed światem, nie przeszkadza mu to od czasu do czasu wsunąć się w starą, skórzaną kurtkę i wyskoczyć na miasto do jakiegoś klimatycznego baru, stylizowanego na tamten okres. Jest także posiadaczem gitary elektrycznej i ma całkiem niezły głos, czym nie lubi się chwalić. Nie powinno więc dziwić, że jeśli już jakaś muzyka dobiega z jego mieszkania, to nie jest to nic innego jak stare i dobre Queen, Sex Pistols, The Clash, Pink Floyd lub The Rolling Stones. Poza tym woli ciszę od muzyki, łatwiej mu się wtedy skupić i nic nie wytrąca go z równowagi.
I zanim ktoś zapyta – oczywiście, że kocha herbatę. Zwykłą, czarną. Earl Grey lub English Breakfast. Innymi nie gardzi, ale te dwie zdecydowanie pozostaną w gronie jego niedoścignionych faworytów.

Karcie bywało się w użyciu, ale za każdym razem wprowadzane są drobne zmiany i poprawki.

Skośniesymetryczne izotropy kosmologicznie pseudosferują z konforemnie apriorującym przedrelatywistycznym tensorem kontinuum czasowego paralaksy sinusoidalnej peryhelium.
W procesie wirowania frakcjonującego lizatu komórkowego błony retikulum endoplazmatycznego tworzą frakcję mikrosomalną.

Anglia
Forumowa Maruda

Liczba postów : 94
Join date : 23/03/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Najwyższy czas na herbatę.

Pisanie by Argentyna on 29/3/2014, 00:13

Malwiny i tak będą moje!


Akcept!

_________________


[00:11:23] Walia : //Nie żeby coś, ale wróżki istnieją :'I
[00:12:03] Anglia : //Powiedz im bracie ;-;
[00:12:04] Finlandia : (I pari też! I muminki!)
[00:12:28] Chile : // I mózg Argentyny!



Argentyna
Frajer

Liczba postów : 555
Join date : 11/11/2012
Skąd : Buenos Aires.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach