Przyszło i nie pójdzie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Przyszło i nie pójdzie

Pisanie by Prusy on 4/10/2014, 11:54

Nazwa państwa: Więc były Prusy Zakonne, Prusy Książęce, Brandenburgia-Prusy, Prusy kraj związkowy, NRD... a teraz jest Prusy-ten-ciota-bez-państwa.
Imię i nazwisko: Gilbert Beilschmidt. Czyli najbardziej zajebista (zagilbista) niestety wciąż żywa osoba na świecie. Absolutnie niesamowita, inteligentna, wszechwiedząca, uwielbiana przez tłumy, nieprzyzwoicie przystojna... i tak dalej, i tak dalej.
Data urodzenia: 1226, urodziny za to obchodzi 18 stycznia (koronacja pierwszego, pruskiego króla).
Charakter: Gilbert ma talent. I to talent do absolutnie wszystkiego (Może nie licząc gotowania)! Szczególnie do irytowania innych - swoim zachowaniem, głosem, uśmiechem, śmiechem... i ogólnie samą obecnością. Denerwowanie wszystkich wokół to coś, co wychodzi mu wręcz mistrzowsko, chociaż jego samego też nietrudno zdenerwować. W końcu ma swój honor i nie da się obrażać byle komu (byle kto to każdy oprócz niego, tak nawiasem mówiąc)!
Prusy na ogół przejmuje się tylko czubkiem własnego nosa - nie zwraca raczej specjalnej uwagi na inne osoby, ich problemy troski i inne takie, bo... bo oni to nie on. Proste, logiczne i cholernie egoistyczne.
Bezinteresownej pomocy mówi zdecydowane "nie". To kompletnie nie leży w jego naturze. Jak już komuś pomaga, to zawsze, zawsze musi mieć w tym jakiś swój interes i pewne jest, że prędzej czy później upomni się o swoje.
Gdyby jego ego miało materialną postać, to za każdym razem zahaczałby nim o framugę drzwi. Opcjonalnie rysował nim sufit. Opcjonalnie zderzał się z jakimś samolotem. Bo Gilbert jest święcie przekonany (i chyba nic ani nikt go nigdy nie przekona, że jest inaczej), że jest najbardziej zajebistą osobą na świecie i że nikt mu w kwestii inteligencji, przystojności i ogólnej niesamowitości nie jest w stanie dorównać. I naprawdę mało go obchodzi, że ktoś twierdzi inaczej. Bo on wie swoje - a jak on coś wie, to jest to słuszne i koniec kropka, o.
Ogólnie jest naprawdę strasznie uparty i zawzięty, co nierzadko doprowadza inne państwa do istnego szału - jak sobie coś postanowi, to to zrobi, choćby po to, żeby komuś udowodnić że potrafi, wykazać się, nawet, jeśli nie ma to większego celu ani sensu. Z dotrzymywaniem danego słowa jest już jednak gorzej - najczęściej są to puste obietnice, o których Gilbert zapomina lub zupełnie olewa. Dlatego raczej niekoniecznie rozsądnym posunięciem jest mu ufać, bo można się na tym zaufaniu można nieźle zawieść.
Podobnie przedstawia się tutaj sprawa szczerości - Prusy często kłamie, czasami bardziej z rozmachu niż ze złej woli. I robi to już tak automatycznie i sprawnie, że naprawdę bardzo ciężko jest to wyczuć. Dlatego wierzenie mu również nie jest zbyt mądre... i bezpieczne.
Nie bardzo zna się na ludziach, więc dość często zdarza mu się rzucić, dość nieświadomie, wrednym tekstem, który dotknie kogoś dwa razy mocniej niż powinien. I niż Gilbert zamierzał (lub nie). W każdym razie, swoje ubytki w wiedzy (naprawdę, Prus nie sprawdzi się w roli pocieszyciela. Po prostu nie) najczęściej maskuje jakimś żartem. Opcjonalnie stwierdzeniem, że jest zajebisty i że mu nie zależy.
Na ogół jest typem samotnika. Najlepiej czuje się we własnym, jakże zagilbistym 'otoczeniu', ale jednocześnie nie ma nic przeciwko towarzystwu innych osób... o ile są to osoby, które toleruje. A takich jest raczej niezbyt wiele.
Może nie wygląda, ale jest surową i wymagającą osobą. Okazję, żeby się o tym przekonać, miał z resztą Ludwig, którego Gilbert koniec końców wychował. Twardą ręką.
Kolejne zaskoczenie - żaden z niego leń, chociaż sprawia takie wrażenie. Tak naprawdę jest, o dziwo, dość pracowitą i sumienną osobą. Po prostu lubi mówić, że czegoś nie zrobi, bo nie ma ochoty i mu się nie chce. Cholera wie, jaki ma w tym powód.
Jest też szczery, i to szczery do bólu, przynajmniej jeśli chodzi o wyrażanie swojego zdania na temat różnych rzeczy, zjawisk i osób. Co się z resztą większości wyjątkowo nie podoba.
Odważny. Nie boi się wyzwań, trudności, problemów, zawsze bez lęku stawia im czoła. Podobnie z walkami - nie ucieka, jeśli nie jest zmuszony, bo ceni sobie swój honor... a tak poza tym, to w końcu i tak uwielbia się bić, nawet, jeśli czasami kończy się to dla niego niezbyt wesoło. Nienawidzi przegrywać, ale porażkę na ogół przyjmuje "na klatę". Chyba, że mówimy o Grunwaldzie, tego to sobie chyba nigdy nie wybaczy.

Wygląd: Może i nie jest tak imponującego wzrostu i budowy jak jego młodszy brat, Ludwig, ale zdecydowanie nie można nazwać go drobnym. Sto siedemdziesiąt siedem centymetrów czystej zajebistości w ludzkiej postaci... i to w dodatku całkiem ładnie zbudowanych sto siedemdziesiąt siedem centymetrów, bo wbrew wszechobecnemu przekonaniu Gilbert bynajmniej leniem nie jest i formę dba.
Co się zdecydowanie rzuca w oczy? To, że jest albinosem - niemal idealnie białe włosy, zaczesane na lewo oraz wściekle czerwone oczy. Dodatkowo Gilbert jest blady, ale nie wynika to bynajmniej z żadnego osłabienia organizmu, choroby czy cholera tam wie czego innego. Ot, taką ma karnację.
Jeśli chodzi o ubiór - ma wprawdzie swój mundur (ah, ten pruski błękit), ale raczej oczywistym się zdaje, że nie chodzi w nim cały czas. Na ogół nosi się tak, żeby było i wygodnie, i jakoś w miarę porządnie - więcej w tym temacie raczej powiedzieć się nie da.

Relacje z innymi państwami: Niemcy - ich relacje w sumie dość dalekie są od takich, które spokojnie można nazwać "braterską miłością". Tutaj na porządku dziennym są wszelkiego rodzaju kłótnie, spory (o... dosłownie wszystko!), wzajemne dokuczanie sobie i zaczepki (chociaż zazwyczaj zaczyna się od Prusa), ale mimo wszystko w końcu się lubią... na swój własny sposób, którego chyba nikt do końca nie jest w stanie zrozumieć. No, i Gilbert często nazywa Ludwiga "Zachód".
Germania (relacja do ustalenia z użytkownikiem) - ojciec, niestety. Prusy go wyjątkowo nie lubi i najchętniej wymazałby go sobie z pamięci i pozbył się wszystkich więzów krwi, jakie ich ze sobą łączą. Germania, kiedy Gilbert był jeszcze dzieckiem, wyrzucił go za drzwi twierdząc, że do niczego się nie nadaje. Ogólnie traktował go... źle. I niesprawiedliwie. Dlatego też Prus nie lubi rozmawiać ani o nim, ani o czasach swojego dzieciństwa, bo raczej żądnych dobrych wspomnień z tym związanych nie ma.
Włochy Północne - O matuchno droga, dlaczego on musi być taki uroczy?
Tak, Gilbert ma swego rodzaju słabość do tego Włocha. Bo jak można nie mieć do niego słabości, szczególnie, jeśli uwielbia się wszelkiego rodzaju słodkie rzeczy? Prus ma z resztą tendencję do nazywania go "przeuroczym". Ale traktuje go jak przyjaciela. Wcale nie chciał go wyciągnąć na randkę!
Włochy Południowe - Dość często spotykali się ze sobą, gdy byli młodsi... co zazwyczaj nie kończyło się dobrze, bo Romano Prusa nie lubił, z wzajemnością z resztą. Teraz raczej w miarę się tolerują, ale na pewno nie można nazwać ich przyjaciółmi.
Japonia - Dość bliski przyjaciel, a w każdym razie na pewno dobrze się ze sobą dogadują. Może i Kiku jest nieco zbyt poważny, ale Gilbertowi w tej sytuacji to chyba nie przeszkadza... no i Japonia ma bardzo dobrą herbatę, tak swoją drogą.
Francja - Podobno Gilbert toleruje go tylko i wyłącznie ze względu na jego kuchnię (Która chyba faktycznie jest, w jego mniemaniu, najlepsza na świecie), ale to tylko takie głupie gadanie. Nawet, jeśli często się kłócą, a Francis chyba wyjątkowo lubi Gilbertowi wypominać to, co zrobił w przeszłości, to i tak są przyjaciółmi. W końcu BTT zobowiązuje, tak?
Hiszpania - Mimo, że Prusa czasami nieco irytuje ten ciągły wyszczerz Antonia i jego tendencja do przyjmowania wszystkiego z tym swoim wiecznym optymizmem, to i tak traktuje go jak przyjaciela. No i zawsze dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto dysponuje halabardą~
Austria - Gilbert czerpie naprawdę olbrzymią przyjemność z upokarzania i irytowania Rodericha w jakikolwiek sposób. Po prostu chce mu dogryźć - za wszystko i za nic, choćby za to, że jest. I że żyje. Austria po prostu Prusa potwornie irytuje - i zachowaniem, i wyglądem, i tymi swoimi "arystokrackimi" obyczajami.
Węgry - To była nienawiść od pierwszego wejrzenia.
Od początku było jasne, że ta dwójka się nigdy nie dogada - ciągle był tylko walki, kłótnie, spory, walki, kłótnie, spory i tak na okrągło. A potem Prus odkrył, że Węgry to tak naprawdę Węgierka... i wszystko już naprawdę kompletnie stanęło na głowie. Jak do cholery można nie wiedzieć, że się ma cycki?!
No i ta jej patelnia... Prus bardzo chętnie by jej tą patelnię wziął i też ja zdzielił przez łeb, tak, jak ona jego już wielokrotnie, ale ma dylemat moralny. Bo kobiety jednak bić nie wypada... no nie wypada!
Rosja - Temu panu mówimy bardzo głośne, wyraźne i zdecydowane "NIE". To, że Gilbert go nienawidzi, to jest delikatnie powiedziane. On by najchętniej po prostu pozbył się tego wielkiego kleksa z mapy, tak ostatecznie. I bardzo, bardzo boleśnie i okrutnie. Ma mu za złe te wszystkie konflikty, potem jeszcze komunizm, ogólnie to ma mu za złe wszystko, łącznie z tym, że ma czelność istnieć.
Polska - Ha, ha, ha. I co, Feliks, łyso ci teraz, hm? Bo patrz, nie mam zamiaru zniknąć! Żyję i mam się dobrze. A ty się teraz użeraj z dziurą budżetową!
Tak poza tym, Prusy uwielbia wyliczać swoje wspaniałe zwycięstwa nad armią Polską (Grunwald? Jaki Grunwald?) i się z Feliksem kłócić. O dosłownie wszystko. I w każdej możliwej okazji.
Litwa - Może nie jest tak irytujący jak Feliks, ten jego, pożal się Boże, przyjaciel, ale Gilbert i tak za nim nie przepada. Delikatnie mówiąc... cóż, te wszystkie konflikty i bójki zrobił swoje, w tej kwestii się raczej wiele nie zmieni. No i Prusy uważa, że Toris jest tchórzem.
Łotwa - Żadnych większych rewelacji na ich linii, chociaż Łociak bez większych oporów przyznaje, że Prusa nie lubi.
Ale ma takie fajne, fluffiaste włosy~
Anglia - było między nimi... trochę zgrzytów i w sumie to wygląda na to, że całkiem lubią się kłócić, ale ich relacji zdecydowanie nie można nazwać wrogimi. Są w gruncie rzeczy nienajgorsze... chociaż Gilbert zdecydowanie nigdy więcej nie pójdzie do Arthura na obiad. Serio. NIGDY WIĘCEJ.
Ameryka - Niespodzianka. Prus podszkolił trochę Alfreda podczas jego Wojny o Niepodległość. Wtedy Alfred miał w sumie okazję przekonać się, że Gilbert naprawdę jest surowym człowiekiem. Nie można zbyt wiele powiedzieć o ich relacjach, ale nie ma między nimi większych spięć, więc jest dobrze.
Kanada - Zaskoczenie, Prus kojarzy Kanadę i bynajmniej go z Ameryką nie myli! Może czasami nie zauważa (nie tylko jego z resztą, żadna nowość), ale zna i lubi... właściwie to głównie lubi te jego naleśniki z syropem klonowym, ale można uznać, że jego też.
Kuba - Lubią się! Nikt, chyba oprócz ich dwóch, nie wie w sumie skąd się tak przyjacielskie relacje wzięły, ale to raczej niezbyt istotne - grunt, że potrafią się ze sobą dobrze dogadać, o!
Indie - Można nazwać ich dobrymi znajomymi, bo dogadują się w sumie całkiem nieźle (wspólny taniec łączy ludzi, udowodnione... może nie naukowo, ale w paskach). Może i nie jest to jakaś wielka przyjaźń, ale zawsze.
Szwajcaria - Kiedy oboje byli młodzi, Szwajcaria zawsze według Prusa był zły i nie chciał z nim rozmawiać... co z resztą do tej pory nie uległo jakiejś znaczącej zmianie, bo Szwajcaria zdaje się za Gilbertem nie przepadać, mimo, że są rodziną (prawdopodobnie kuzynami).
Chile - Gilbert sprawdził się w roli starszego brata, ale chyba nie bardzo sprawdza się w roli taty - niby stara się być dla Jose autorytetem, ale Prus to jednak prus. On nigdy nie będzie tak odpowiedzialny, jak powinien. I chyba nigdy nie będzie kochającym ojcem.

Dodatkowe informacje: • Ma kurczaka, Gilbirda (Dumę Prus), o którego istnieniu przez pewien czas w ogóle nie wiedział. Kurczak ten najczęściej siedzi mu na włosach, rzadziej w jakiejś kieszeni.
• Jest silniejszy, niż wygląda.
• Jest leworęczny.
• Ma dość charakterystyczny, lekko zachrypnięty głos... i jeszcze bardziej charakterystyczny śmiech.
• Należy do siejącego powszechny postrach i zniszczenie absolutnie niesamowitego bad Touch/Friends Trio!
• Uwielbia słodycze. Serio. Uwielbia.
• Urodziny obchodzi 18 stycznia (18.01.1701 - koronacja pierwszego, pruskiego króla).
• Fakt, że jest drobniejszy od Ludwiga wynika podobno z tego, że Gilbert źle się odżywiał.
• Pisze pamiętniki, do czego z resztą nigdy się nie przyzna. Ma ich tak dużo, że zapełniły już niemal pół biblioteki w piwnicy. Większość wpisów zaczyna się od "Dzisiaj też byłem zajebisty".
• Ma słabość do uroczych rzeczy (i osób). Kiedyś Hong Kong i Chiny namawiali go na kupno pand, które podobno mają go uszczęśliwić. Kupił od obu.
• Zawsze bardzo lubił jednego ze swoich Królów, Fryderyka Wielkiego (Starego Fritza). Kiedy ktoś o nim wspomni, łapie doła.
• RFN, NRD... Muszę dodawać, że od tamtej pory jeszcze bardziej nienawidzi Rosji?
• Może i nie ma własnego państwa, ale powróci. Powróci w wielkiej chwale, z dźwiękiem trąbek i Pruską flagą w ręku.
A ty mu będziesz czyścić buty.
Plebsie.
• Podobno ma pięć metrów. Lepiej nie sprawdzać.

W procesie wirowania frakcjonującego lizatu komórkowego błony retikulum endoplazmatycznego tworzą frakcję mikrosomalną.
Skośniesymetryczne izotropy kosmologicznie pseudosferują z konforemnie apriorującym przedrelatywistycznym tensorem kontinuum czasowego paralaksy sinusoidalnej peryhelium.
...
Co? c:

Aha - KP w użyciu na innych forach... i to wcale nie dlatego, że po prostu nie chce mi się pisać nowej.


Ostatnio zmieniony przez Prusy dnia 25/12/2014, 17:23, w całości zmieniany 1 raz

Prusy

Liczba postów : 4
Join date : 04/10/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przyszło i nie pójdzie

Pisanie by Gość on 4/10/2014, 13:05

Akceptuję.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach